czwartek, 16 września 2004

było sobie życie

I stało się. 14 paźniernika - to ta "magiczna" data. Dzien, w ktorym K. odleci do tego 'lepszego swiata', do USA. LEPSZEGO ŚWIATA. Zabrzamialo ironicznie? Nie?! A wlasnie mialo tak zabrzmiec... nie wazne.

Dziwny byl podczas tej rozmowy na GG. Nie, nie dziwny tylko zimny, po prostu zimny. Moze jestem zbyt podejrzliwa [nie moze tylko napewno], ale w tym wypadku chyba jednak mialam racje. Moj mechanizm weryfikacji danych jest automatyczny. Od razu zaczynam zastanawiac sie dlaczego tak, a nie inaczej? Ale rownie automatycznie dochodze do wnioskow, ze tak naprawde to ja tego nie wiem, a i ta wiedza do niczego mi sie nie przyda. A przynajmniej do niczego dobrego. Bo jesli odpowiedz nie bedzie taka jakiej sie spodziewam to skutki tego moga byc opłakane, wiec lepiej nie mieszac jeszcze bardziej.

Los dał. Los zabiera. I ja nie powiem, że tak miało być. Nie powiem, bo to kłóci z moim światopoglądem, tzn. "niewiarą w przeznaczenie", bo tak bezpieczniej i wiem, że sama ponosze odpowiedzialnosc za swoje zycie. Nie zrzucam własne za niepowodzenia winy na złe i niedobre przenaczenie. Ale pomimo wszystko wolałabym zeby K. byl dla mnie mily, bo takim chcialabym go zapamietac. Bo przeciez to nie jego wina, ze musi wracac.

Nie, nie prawda, ze zbyt duzo sobie wyobrazalam. Ja wlasciwie nic sobie nie wyobrazalam. Przeciez od poczatku wiedzialam jak to się skonczy, wiec po co mialabym cokolwiek wyobrazac sobie? Chcialam tylko znow uwierzyc w czlowieka, w siebie... w to, ze moge jeszcze byc szczesliwą. Uwierzylam, ale trudno mi w takich okolicznosciach podtrzymac te wiare. Na razie niech bedzie jak jest. I to będzie raczej na długie 'razie', bo jesienny wiatr nie zapowiada zmian... na lepsze.

♪♪ Edyta Bartosiewicz – Jenny.mp3



.dopisek. - 17.09 - 12.10
No popatrz. Tym razem nawet i żyletka się znalazła. ooo la la la...

kurwa!