piątek, 3 września 2004

nierandkowo

Wróciłam z tego nierandkowego spotkania. K. nierandkowo podjechał pod mój blok bordowym autem, wysiadł z niego nierandkowo, obdażył nierandkowym buziakiem w policzek i równie nierandkowo otworzył mi drzwi od strony pasażera. Pojechaliśmy na... no oczywiście nierandkową wycieczkę aby porobić sobie osobne i wspólne nierandkowe zdjęcia. Ot tak, na wieczna pamiątke kiedy już powróci za tę wielką wodę (tłumaczenie dla niekumatych: za wielką wodę = do USA). Później nierandkowy spacer po parku, kolejne zdjęcia. I wspólna nierandkowa kawa w lodziarni. Mnóstwo rozmów - nierandkowych oczywiście, jego zapach - nierandkowy ma się rozumieć. Póżniej mały nierandkowy spacer. I Pan K. grzecznie odstawił mnie do domu na odchodne obdarowując mnie pożegnalnym, nierandkowym buziakiem w policzek.

Było cudownie... cudownie nieradkowo. Oby więcej takich nierandek. Został nam jeszcze wspólny nierandkowy miesiąc. A-hu!