Przemek wczoraj ofiarował mi misia na zawsze, tego ktorego wczesniej tylko pozyczyl. I niby powinnam sie cieszyc, bo mis jest naprawde fajowy. Ale sie nie ciesze i nie bez powodu. Bo jak sie okazalo Przemyslaw dostal tego misia od bylej dziewczyny. A wiec mis nie zasluguje na to zeby stac sie prezentem dla obecnej (a taka istnieje), a skoro jest od bylej to i on go nie chce. Takim oto sposobem upchnal niechcianego misia mnie. Moze przesadzam, ale poczulam sie zlekka jak wysypisko smieci. KROPKA.
A dzis z rana babcia mnie odwiedzila. Bo ona chyba mysli, ze jak przyjdzie raz na pol roku i uraczy mnie kinder delice to ja rzuce jej sie na szyje w podziece. A no to sie myli. Z reszta i tak juz sie zmyla jak zwykle do kuzynow, u ktorych z reszta przesiaduje prawie non stop.
Sobota dała mi troche do myślenia. A mianowicie to, ze ta jesien nie bedzie uplywala pod znakiem goracejczekoladyibujaniawoblokach. Rzeczywistosc zapukala do drzwi i krzyknela cos w stylu:
"M.! To nie twoj swiat! No spojrz dziewczynko zbyt glupia i brzydka jestes zeby cieszysc sie z tego, ze spadaja liscie!"
A ja uwierzylam i pokornie wrocilam do atakow 'depresyjno-lękowych' [moja wlasna nazwa... prawda, ze zawodowa?]. No, bo tradycji musi stac sie zadosc! nieprawdaz?
P. nie zadzwonil. No i co? Aniemowilam?! A w tym calym bagnie dobija mnie jeszcze mysl, ze zostaly mi juz tylko 2 marne dni wakacji. [olaboga]