sobota, 4 marca 2006

pędzimy, w szale, pędzimy

czasami łóżko staje się koniem a ja wielkim dzieckiem. potem pędzimy we trójkę, ja, koń i cyganka. tak zupełnie bez żadnych podziałów na klasy. dla niej ja też mam 5 lat i mogę skakać, i tańczyć, i chować się przed wymyślonym deszczem pod deską do prasowania. szkoda, naprawdę szkoda, że dzieckiem nie można być zawsze.
póki co moje wewnętrzne dziecko jak i zewnętrzny dorosły boi się spotkania pierwszego stopnia z bara-bara. tra-ta-ta-tra-ta-tra-ta-tata...

przyzwyczaiłam się o swojej ciasnej skorupki. teraz już nawet nie wiem jak wyrazić słowami co czuję, baa... jak wyrazić myślami. wystarczy mi przeżywanie wszystkich żalów, awersji i lęków. i monotonia przybija. a podobno dobrej samotności można się nauczyć. podobno.

a kolega z wojska... no.


--
najpierw picie towarzyskie, potem zwiększenie tolerancji i potrzeb. później już subiektywny przymus i odwyk. oto wywróżyłam sobie scenariusz na własne życie. trochę na wyrost i hop do przodu, ale cóż. przynajmniej będę wiedziała kiedy nie będę wiedziała, że powinnam wiedzieć. CZIS.
i przy tej okazji jeszczu raz wszyćkiego najlepsiejszego Gosiu! :*


♪♪ maria peszek - czarny worek.mp3