niespójnie mi. przelotnie, pobieżnie i zupełnie nielogicznie. patologicznie. taka infernalna egzystencja na skraju wyczerpania, tego i owego. na razie odrzucam od siebie refleksje. odpoczywam od całej tej afektywności, która kisi się we mnie. że aż strach, że wybuchnie. poczekać, popatrzeć i ustosunkować się jakoś do tego.
a tym czasem zająć własne ja. pomachać sobie przed nosem lekarstwem na złamane serca, niepowodzenia wszelkie, rozczarowania zupełnie i te połowiczne, wyrzuty sumienia, bóle istnienia, napadową niechęć do życia też. pomachać... jak pętkiem kiełbasy przed psem, jak cukierkiem przed oczyma dziecka. a potem zażywać powoli dozując sobie wszelkie wewnętrzne doznania w wyważonych porcjach. kontemplować. rozmawiać, rozmawiać rozmawiać. o wszystkim. o niczym. nie, nie o tym. a potem iść przez deszcz. i żeby się lało, i żeby kapało. komórka, chodnik, komórka. słowa brudzić w niepełnosprawnych zdaniach. kleić coś, skręcać a w międzyczasie wpadać w kałuże. te małe i te duże. i nie milczeć. wyrażać. niekoniecznie na głos, ale wyrażać.
"(...) Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język."
Ewa Lipska