sobota, 8 kwietnia 2006

dogłębnie

5-dniowa wojna z własnymi jelitami zakończyła się moim zwycięstwem. dokładnie o 18:52 wnętrzności me poddały się i złożyły broń. ale ja, uparta i przekorna zapowiadam, że to jeszcze nie koniec. stoczę powtórny bój, bo czai się we mnie pokusa większego łupu. tak żeby z nawiązką odebrać straty moralne poniesione w ciągu tej zawziętej walki.

nie uzewnętrzniam się tu. /no dobra, to powyżej to wyjątkowy wyjątek./ nie uzewnętrzniam, bo. bo już nie potrafię otwierać wszystkich skomplikowanych reakcji zachodzących w mojej głowie kręcących się gdzieś wokół emocji i uczuć. bo byłoby zbyt monotematycznie i z tendencją spadkową. i czasem to mój błąd, że nie piszę. i czasem przez to odcierpiał podwójnie, od środka. ale (bo zawsze jest jakieś "ale") wiem, że nie warto tak przy ludziach. wszystko wypaczą. mój skomplikowany świat uproszczą do dwóch skrajnych biegunów, a przecież tam tyle krętych i zawiłych ścieżek. sama nie raz się gubię. bo bez mapy, bo samotnie przyszło mi przemierzać tę drogę.

zapieram sie rękoma i nogami przed własnymi potrzebami. może tak łatwiej o nich zapomnę, bo o realizacji ich to już nawet marzyć nie umiem.


--
i dziękuje panu bill'owi gates'owi za przywitanie na moim komputerze. normalnie skaczę z radości/ze strachu* na widok tego komunikatu. ja okradam pana, a pan cały świat! i gdzie tu sprawiedliwość panie gates?




* niepotrzebne skreślić



10.kwietnia; 22:17
brawo, brawo. nie ma to jak wyczucie czasu. ino pogratulować!


♪♪ hey - to trzeba lubić.mp3