poniedziałek, 21 marca 2005

spring

Konkretnie to się dziś narąbałam. I świat wreszcie mi odżył. Babunia ma fajną nalewke. Wszystkie nalewki babuni są fajne. I łąką nad rzeka się paliła i straż też była przez nas wezwana. Dzisiejsze dzieci złe zabawy mają. Kopią, biją innych. Żem widziała, ale nie będę się wtrącała. Sama dostać nie chce. I poczułam się jak zdrajca, albo wtyczka tudzież kabel. /no nie poczułam się, ale mogłam sie poczuc no./ No bo w końcu jak jak mogłam. Tak pić z wrogiem. Ale ja wtyczą nie będę co piłam to moje. Co zgubiłam to nie moje, a komuś się poszczęściło. A się nieźle poszczęściło. W bilansie zysków i strat na strady dopisać należy: białego misia pluszowego, który wisiał przy plecaku /strata materialna mniejsza, bardziej rangi uczuciowej/ i pierścionek srebrny /strata materialna spora, ranki uczuciowej niewielkiej/, że nie wspomne o trzeźwieniu, które w tym wszystkim najgorsze jest. Bo powroty zwykle są najgorsze. Powroty są żałosne, takie trywialne cholernie. I pić też się chce.

Teraz jestem silna, teraz wszystko mogę. Silna jestem chwilami jak się nie chwieję. Emocjonalnie, emocjonalnie! Kaktusa mam w głowie i widzę wszystko jak widzieć powinnam. Prosto i na skos. Tak z lekka.



bo młodzież musi się wyszumieć. oby tylko nie szumiała zbyt głośno. baa.

20.29
Czuje się śledzona. Wielki Brat patrzy, oj patrzy!