sobota, 12 marca 2005

tajtanik

Chwilowo/na całej linii* poległam.

Leżę na chodniku i myślę jak by tu nie mysleć i co robić, żeby robić jak najmniej. Bo poza tym, że jestem wymięta, zgorzkniała, przeżarta do cna /zabij! zabij!/ i noc będzie chyba za krótka, żeby przeczytać wszystko, co właśnie przeczytać by się chciało.

W czwartki robocze zasłaniam twarz rękami co by ukryć się przed światem. Gówno pomaga. Widzą wszytko to co zasłaniam ze zdwojoną siłą. Mówię fuck off pani od wierszy. Ale tylko w głowie. Na zewnątrz zaciskam zęby w uśmiechu, ale znów gówno pomaga. Widać. Widać, wszystko widać. W piątki co drugie słucham z otwartą japą, mówiąc co nieco od czasu do czasu. I niechętnie opuszczam ławę szkolną. Tonę w małych pustych chwilach pospiesznie przyklejonych do dnia. dis is tajtanik bejbi. maj tajtanik.





* nieotrzebne skreślić


---
21:45
On jest idiotą. A do tego niebezpiecznym idiotą.

Aż strach się bać.